środa, 1 czerwca 2016

Dziecko, optymizmu!

Cześć wszystkim, którzy jeszcze tu zaglądają!

Nie było mnie tak długo, jak długo w Boże Ciało nie padało, ale wreszcie jestem.
Odpowiadając na komentarz z poprzedniego wpisu jak i tego z e-maila - macie zupełną rację. Ludzie mają o wiele większe problemy niż ja, niż ja i biała przyjaciółka.

Ale muszę się przyznać, że bardzo, ale to naprawdę bardzo podziwiam takich ludzi.
Którzy byli bez szans, którzy jedyne czego nie mieli przekreślonego to nadzieja i wygrali. Wygrali przede wszystkim sami ze sobą...
Każdy z osobna wie, jak bardzo ważna (najważniejsza) jest rodzina i najbliższe osoby.. Przecież mieć przy sobie kochającego męża/żonę/matkę/ojca/brata/siostrę/dziewczynę/chłopaka to...
To właśnie dla kogoś takiego musisz wygrać i wiesz, że tak się stanie.
Sam po sobie wiem, że jeśli się ma kochających ludzi obok siebie i samozaparcie większe od Syzyfa, to sukces murowany. Choćby najmniejszy, ale jednak Nasz...

Jak łatwo zauważyć po znikających kartkach kalendarza - wakacje idą wieeeelkimi krokami.
Gdybym napisał to rok temu, to teraz zapewne gdybałbym jak to będzie od września itd. ble ble ble...
Ale nie! Nie teraz! Koniec pesymizmu!
Myślisz non-stop o przyszłości? -pieprz ją!
Prędzej czy później przyjdzie sama! Możesz wiele, ale nie wszystko. Nie wszystko będzie tak jak Ty chcesz, bo jednak Ktoś bardziej inteligentniejszy ułożył Ci cały plan!
Skupić się na dziś, na teraz, na tych którzy są obok Ciebie, którzy Cię właśnie teraz otaczają... -to jest największą sztuką.
Z ręką na sercu, staram się do tego stosować i przyzanć się muszę, że idzie mi naprawdę coraz lepiej :)

Jak rok temu miałem średnią sytuację na koniec roku, tak teraz mam normalną. Zero stresu odbijającego się na stosunkach z innymi.
Czyżbym wreszcie dorósł?

Wakacje... to jest świetny temat do rozmyślania...
Jak grupę osób z którymi się trzymam mam świetną do tańca i do różańca tak do wyjazdu za Chiny!
Wierzcie mi, że prościej wygrać w lotto niż się zorganizować.
Ale ostatnimi czasy podobno jest to coraz częstsze zjawisko więc, aby nie być większością, postaram się coś wykombinować.

Jakiś sentyment mnie naszedł i przypomniał mi się pierwszy wpis, który pisałem...
To były takie głupoty, że w ogóle ktokolwiek chciał to czytać to do dziś się dziwię.
Muszę się przyznać, że uwielbiam czytać posty i przypominać sobie co wtedy się działo, w jakim miejscu je pisałem...
Ahh, nie pomyślałbym przez chwilę, że osiągnę kiedykolwiek ilość wyświetleń równą 8 tysięcy...
Dziękuję!



piątek, 6 maja 2016

Invictus.

Taaa, za 365 dni to ja będę na miejscu maturzystów. Jak ten czas cholernie szybko leci...
Nie czuję się jeszcze w miarę dobrze przygotowany do egzaminu dojrzałości... bo o wysokich wynikach nie mówiąc. Ale wszystko przede mną i dam radę!

Może spóźnione, ale jak najbardziej szczere - Powodzenia Maturzyści!
Co prawda dziś 3 dzień matur, ale jednak nie ukrywajmy, że przed przyszłymi Medykami to matura dopiero się zacznie ;)

Co u mnie?
Może być. Wolne powoli dobiega końca, ale to nie powód do smutku i zmartwień, bo jak to mówią - już bliżej niż dalej.
Pytanie brzmi czego? -matury? powtórek? studniówki?
Otóż wszystkiego z wyżej wymienionych, ale najpierw obowiązkowe wakacje :)

Wiecie, najgorszą chyba z możliwych rzeczy jest uświadamianie kogoś w jak beznadziejnej sytuacji/położeniu jest pomimo, iż to, że w tak owej sytuacji nie znalazł się z własnego wyboru.
Nie należy odcinać mu kontaków z innymi ani też ich na swój sposób ograniczać.
Nie siedzieć wpatrzonym w niego chcąc mu coś powiedzieć i jednocześnie pytającym się "po co?".
Nie litować się przesadnie nad nim i nie "być chorym za kogoś".
Nie patrzeć z tzw. politowaniem na kogoś chorego.
Zawsze było i będzie tak, że przy jednych czujesz się zupełnie zdrów i którzy mówią Ci, że są gorsze schorzenia, a przy drugich od razu uświadamiasz sobie, że powinieneś się zaszyć w domu i z nikim się nie spotykać i najlepiej to nie żyć, bo i tak nic nie możesz. To nie jest fair...

Pewnie niewiele osób wie o co mi chodzi, ale pomyślcie nad tym...
Nie pytajcie od razu...
Pomyślcie...

Szkoda, że przez taki prosty (w sumie to złożony) związek jak cukier, tyle rzeczy się krzyżuje...
Tyle nie dojdzie do skutku...
A drugie tyle nie ujrzy światła dziennego, bez możliwości wyjścia z głowy...

"Boże, daj mi tę łaskę,
Bym przyjął to, czego nie mogę zmienić,
Daj odwagę, bym zmieniał to, co zmienić mogę
I mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego"

 

niedziela, 10 kwietnia 2016

"Wiosna musuje jak zozole..."

Czeeeeść!

Witajcie wszyscy czytający już n-ty nudny wpis i wszyscy, którzy tak bardzo zabłądzili w internecie, że trafili właśnie tu :)

Ostatnio kiedy tu byłem była jakoś połowa marca, więc zaległości są.
Tylko założę strój do snu i udaję się do dzielenia się wspomnieniami z Wami.... mistrz budowania zdań :D

Na sam początek przyznam się, że zrobiłem duży postęp w jeździe od momentu zdania prawka. Jak na początkującego to spędziłem dużo czasu za "kółkiem" i przebyłem znaczną ilość kilometrów. Nie ukrywam, że wciąż mi mało i mógłbym jeździć non-stop, ale jak to mówi mój tato - "powoli".
Zastanawiam się czy pisać coś o mojej słodkiej przyjaciółce, którą poznałem niedawno...
Mamy się z dnia na dzień i z godziny na godzinę coraz bardziej ku sobie. Ja jej mówię jak ma wyglądać i jak na mnie wpływać, a ona... a ona to spełnia. :)
Troszkę mi ogranicza np. jedzenie i wszystko co z nim związane, ale dzięki temu widzę jak silną mam wolę.
Nie zapomnę jak byłem załamany i siedziałem w ciemnym pokoju sam, ze łzami w oczach kiedy wiedziałem, że ogranicza mnie tak bardzo. A teraz.... teraz 18-stki, imprezy, namioty i wakacje. Oby tylko moja wola i samozaparcie sobie z tym poradziły.
Nie można przecież być idealnym... :)

Co w szkole?
Ciężko. Może już dawno się przyzwyczailiśmy do nawału, braku czasu, ciągłego stresu i wkurzania się, ale jednak z tyłu głowy jest wciąż gdzieś ta zarysowana przez nas upragniona przyszłość, która napędza nas jak silnik w aucie... Coś co pomimo braku wiary w siebie, braku ochoty na cokolwiek innego mówi Ci, że wszystko się ułoży i kiedyś to co się teraz dzieje - będziesz miło wspominał.
Co z tego, że nie wierzysz, a jeśli wierzysz, to tylko opary nadziei, że nieunikniony jest przed Tobą rok przerwy po maturze, bo masz świadomość, że Twoja postać nie jest w stanie napisać 2 przedmiotów wystarczająco dobrze... Jednak pomimo tego, starasz się wpoić w siebie choć cień nadziei i nie myśleć o tak nieodległej przyszłości...
Starasz się być lepszy i lepszy dla siebie... i też dla innych.

Świetną odskocznią od takiego myślenia jest chociażby taki jak wczoraj wyjazd do stolicy.
Intencją tego zajścia była osiemnastka, ale podwójne zwiedzenie Starówki również leżało po mojej myśli.
Spacerując wczoraj miałem okazję oderwać się na chwilę i pomyślałem, że jest wokół mnie tyle ludzi, którzy nie napędzają się własnymi negatywnymi myślami i nie pogrążają się w smutku wykreowanym przez samych siebie, tylko brną do przodu... Nieważne jak, ważne, że przed siebie.
Powoli zaczynam myśleć, że muszę znaleźć odpowiednią książkę, która potrafi podnieść wiarę w siebie i pewność...

Z największą chęcią powyrzucałbym z siebie wszystko to, co podcina mi skrzydła już na samym początku czegoś, ale czas goni a książki obok.

 PS: Gorąco pozdrawiam wszystkich, którzy zrozumieją ten wpis :)


niedziela, 6 marca 2016

C6H12O6

Ile glukozy we krwi ma człowiek, tyle mnie tutaj nie było.
Mnóstwo rzeczy się przez ten czas wydarzyło.
Od zdania prawa jazdy do momentu, w którym spojrzałem na wszystko inaczej.

Od kilku dni miałem nadmierne pragnienie. Piłem ok.3,5-4 litrów płynów dziennie. Moim budzikiem w nocy stawały się częste wizyty w toalecie. Żeby widzieć w 3D nie musiałem iść do kina.
Chodziłem senny, ciągle zmęczony, ale nie pokazujący tego po sobie. Moje kończyny ważyły tonę.

Postanowiłem pójść do lekarza.
Nie mógł postawić jednoznacznej diagnozy więc miałem na drugi dzień oddać krew.
O 7:30 oddałem potrzebną ciecz i powróciłem do szkoły. Był wtedy piątek, na którego wieczór miałem fajne plany.
Niespełna po 2h lekcyjnych dzwoni do mnie tato, że jest pod szkołą i mam szybko się zwolnić, bo coś nie tak z wynikami.
Jak się później okazało w mojej krwi poziom glukozy wynosił 461.
Po stawieniu się wprost ze szkoły i ponownym sprawdzeniu poziomu okazało się, że wynosił on 510. (!)
I tak oto dowiedziałem się, że mam cukrzycę typu I....
Dostałem skierowanie do szpitala i ambitnie zapowiadający się piątek spędziłem w szpitalu.
Tak, byłem najmłodszy na oddziale.
Spędziłem w nim 10 dni.
Było w porządku, ale bezczynność mnie rozsadzała od środka. Byłem nie do zniesienia dla najbliższych.

Wyszedłem we wtorek.
W środę byłem w szkole i zaczynałem funkcjonować jak zdrowy...
Zacząłem patrzeć na wszystko z większą radością i doceniać każdą chwilę swojego krótkiego (słodkiego teraz) życia. I obiecałem sobie, że już nigdy nie dam się jakimś negatywnym rzeczom. (zranić się)

Czy się podłamałem?
-Trochę. Bo jednak 7 lat intensywnego sportu nie wskazywało na nic złego w przyszłości. Oczywiście nie jest to wina sportu, tylko takie odniesienie. Żyłem "normalnie", a teraz tyle ograniczeń. Zero słodyczy, alkoholu, ciast... Niczego co najlepsze (oprócz alkoholu oczywiście)
Teraz dieta, częste badanie poziomu glukozy, insulina itd.
Ludzie mają większe tragedie w życiu więc nie mam aż takiego powodu do załamywania się cukrzycą, chyba... :)

Ostatnio mam jakieś gorsze humory.
Jestem nie do zniesienia dla najbliższych.
Mam wrażenie, że mówią mi co innego a myślą i innym mówią coś zupełnie innego... nie chcę tak.

Jak poprzedniego roku, tak i w tym - jadę na zimowisko. Co prawda zaczęło się ono już dziś, ale ja tam niebawem dojadę. Tylko trzeba nadrobić zaległości...
A powiem Wam, że "Lalka" to dłuuugi twór :)
Jeszcze tylko XIX wiek na historię i można się brać za chemię.

Trzymajcie się!

środa, 10 lutego 2016

2-2

Czeeeeeść!

Trochę zaniedbałem pisanie, za co szczerze przepraszam, ale nie miałem na nie najprościej w Świecie czasu. :(

Pozytywny akcent na samym początku jest taki, że swój portfel wzbogaciłem jedną ważną kartą (tak, tak, dowodzik) jak i drugą najważniejszą - prawkiem!!

Jak wskazuje tytuł wpisu, za drugim razem zdałem teorię i praktykę.
Z tego miejsca pozdrawiam Panią, która na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym sygnalizowała skręt w prawo a pojechała prosto... :]  Kierowca urodzony.

Jak na moją osobę przystało, obeszło się wszystko w tajemnicy przed  wszystkimi, bo tak naprawdę to dobrze się czuję kiedy robię coś ważnego i nikt o tym nie wie.

Najmilsza była reakcja babci, która po tym jak się dowiedziała, z uśmiechem na twarzyczce powiedziała, że nareszcie nie będę Jej woził po polnych dróżkach. :)

Byli też tacy, na których to wrażenia nie zrobiło i w sumie im się nie dziwię, bo co to tam. ;)

Na sam egzamin szedłem lekko zdenerwowany. Jedyne co mnie uspokajało to fakt, że o 9:30 mam jeszcze 1,5h jazdy. W ostatnie chwili Instruktor przesunął ją na 11:30 a ostatecznie odwołał. Byłem lekko mówiąc... załamany. Nie byłem pewien tyyyylu rzeczy, tyyyyle się jeszcze chciałem dopytać... Koniec końców był taki, że wylądowałem w kinie na filmie o jakichś statkach, sztormach...nic z niego nie pamiętam, nawet tytułu, bo myślami byłem na egzaminie.
Jeździłem prawie 50 minut i na sam koniec zostałem pochwalony za płynną jazdę ^^

Podczas powrotu wstąpiłem do mojej ulubionej perfumerii i zaopatrzyłem się w perfumy znanej gwiazdy filmowej lat 90, tak na poprawę świetnego humoru.

W szkole czas płynie szybciej. Zbyt dużo się nie dzieje i jakoś za ciekawie nie jest.
Traumą obecnie jest matematyka i odpowiedzi 20-sto minutowe, za które najlepsza ocena od poniedziałku to 2+, naprawdę.
Nerwówka jest, ale bynajmniej szybko płynąca krew przetka mi wszystkie naczynia! :D

Wracam do płazińców!
Miłego czwartku!
PS: Po odebraniu prawa jazdy wcale nie będę się czuł dobrym kierowcą pomimo jazdy już 4 lata, jakby niektórzy źle rozumieli.


poniedziałek, 18 stycznia 2016

"...nic nie robić, nie mieć zmartwień"

Witaaajcie Drodzy Uczący się jak i Ci, którym dane jest nic - nicnierobienie! (podobno to się razem pisze)

Jak pewnie nietrudno się domyślić, jestem wśród tych - tych co mają ferie pierwsi.
Plusów i minusów jest w tym jak we wszystkim innym.
Ku swojemu niespodziewaniu się, ferie 2016 rozpocząłem od nocnej jazdy na stoku. Tak, czyniłem to w czym jestem póki co beznadziejny, ale to sprawia mi ogromną frajdę!
PS: Kiedyś będę dobrze jeździł ;)
Pomimo tego, że skończyłem tą 18, to i tak nie potrafię się nadziwić głupocie ludzi doroślejszych, poniekąd mądrzejszych i wszystko co na -jszych kończące się.
Był wtedy pierwszy mecz na Euro i każdy zamiast na stok to do baru na wiadomo co!
Wjeżdżając zobaczyłem mężczyznę, około 31 lat, który jadą pijanym wyrżnął z dużą prędkością i podnosząc się przez 20 minut - nie podniósł się. :)
Reka złamana jak nic! o_O
Po 20 kolejnych minutach zawitało pogotowie i tak skończył się mecz otwarcia dla głupca.
Cóż, jak mówi moja siostra - "Za głupotę się płaci"

Zapisałem się na kurs tańca....
Jak jest? - tragicznie. Oprócz zapachu starej sali to niczego innego już nie czuje. Tak, rytmu wybitnie :D
Sztywniak z parkietu siatkarskiego próbujący tańca to złeee połączenie.
Chodź niektórzy twierdzą, że Kadziewiczowi się udało. :D

Czy leniuchuję w ferie?
Skądże! Od rana chemia. Po południu chemia. W przerwie 2h siłowni. Wieczorem chemia.
Fajnie jest tak wszystko robić bez pośpiechu, wyspanym i wypoczętym... ;)

Kończę swe wypociny i zabieram się za........
..... "Lalkę.
Lektura to długa, lektura piękna...

Miłej nocy!

niedziela, 10 stycznia 2016

18+

Czeeeeść!!

Jak nietrudno się domyślić po tytule - jestem dorosły!!
Wiem, że część osób zareaguje słowami: "Co Ty piszesz... Dorosłość nie jest fajna!", ale czy ktoś powiedział, że jest głupia?

Tak naprawdę to będąc kilka dni po oficjalnym zatwierdzeniu mnie teoretycznie "dojrzałym" i mogącym legalnie kupować to i tamto :p nie czuję się inaczej.
Mówiąc szczerze to nie miałem jeszcze styczności z czymś co musiałoby podkreślić mój znaczący wiek.

Sama impreza urodzinowa była dla mnie naprawdę ciężka. Trochę tremy jak to wszystko wyjdzie, dłuższego myślenia czy wszystko gotowe i samo bieganie od jednej osoby do drugiej dało nieźle popalić. Ale prawda jest taka, że to nie mnie się miało podobać a zaproszonym. Z ogromną nadzieją wierzę, że tak było. :)
Bycie gospodarzem to nie taka prosta sprawa jak się wydaje.

Skoro już taki dorosły, mogący kupować to i tamto, wchodzić tu i tam to przydałoby mu się prawo do jazdy pojazdem... :D
Ku własnemu zdziwieniu w ostatni dzień przed świętami, nie mówiąc nikomu, pod pretekstem pójścia na Wigilię klasową udałem się do zielonego budynku z napisem na drzwiach  - "WORD".
Udałem się szybkim i hałaśliwym krokiem (miałem buty od garnituru) na 1 piętro do sali numer 101.
Przystrojony w białą koszulę i muszkę, marynarkę i czarne spodnie wszedłem do niej.
W niej mnóstwo komputerów, a wśród nich nr 8.
Po wyczytaniu mego imienia i nazwiska  zasiadłem.
Serce biło szybciej, ale jeszcze nie maksimum.
Po 7 minutach i 57 sekundach zakończyłem test...
Wtedy serce przemieściło się do gardła i czekanie 40 sekund na stronę, na której pojawi się liczba punktów było gorsze niż śpiewanie hymnu szkoły przy całej klasie na środku.
5,4,3,2,1... Pojawiła się biała strona a na niej zielony napis: "Państwowy Teoretyczny Egzamin na Prawo Jazdy dnia X.X.2015r. został zakończony wynikiem POZYTYWNYM".
Uczucie było przednie, naprawdę... <3
W sumie chyba i tak najlepsza była reakcja wszystkich, do których dzwoniłem z dobrą nowiną.
...bo minięcia przystanku i pójścia na kolejny nie napominam. :D
Teraz czas się skupić maksymalnie przed praktycznym... Będzie się działo!

Czas kończyć swoje kreślenie i zabrać się należy za biologię... Ehh, fizjologia roślin jest naprawdę fajna ;)
Heh, gorzej z fizyką. Omawiający bryłę sztywną - łączmy się w bólu :)

Tak w temacie biologii, zrezygnowałem z korepetycji. Niczego mi one nie dawały i niewiele wnosiły. Może dlatego, że mam jedną z lepszych Pań prof. od tegoż przedmiotu to większość innych wydaje mi się nietrafiających do mnie. Cóż, dziwny ja! :)

Miłego poniedziałku!!