niedziela, 23 sierpnia 2015

Opowiadator Bloggiński

Ahoj!
Już na początku swoją nieobecność usprawiedliwiam wakacjami, żeby nie było. :P
Otóż mijają [minęły?] one w zaskakująco szybkim tempie, ale są naprawdę cudowne.
Po chwilach zwątpienia i braku radości z czegokolwiek znów zaczynam czuć grunt pod nogami.
Wszystko idzie tak jak tego nie planowałem i nie znam lepszego uczucia bądź lepszego jeszcze nie poznałem.

Wszystko działo się naprawdę szybko i naprawdę dużo tego było. W sumie od wczoraj się głowię jak to wszystko ubrać w całość...

Wakacyjny wyjazd rodzinny był naprawdę świetny!
Podobał mi się najbardziej z dotychczasowych. Był to idealny czas żeby polepszyć jeszcze bardziej relacje z siostrami i zżyć się rodzinkowo.
Bardzo mi się podobała okolica w której byłem i osoby, z którymi mieszkałem obok.
Naj z tego wszystkiego było to, że wiele czynności robiliśmy taką dużą grupą i wszyscy do tego podchodzili z uśmiechem i takim dystansem.
Ten okres minął błyskawicznie [niczym powrót do domu, korki, korki i jeszcze raz korki ;) ] a chwilę po nim był kolejny lecz spędzony w towarzystwie Kogoś innego i w innych okolicznościach.

Po powrocie chwila czasu na przepakowanie i odświeżenie obrazu znajomych (taaaa, czasu nikt nie ma wtedy kiedy ja go mam). Zaraz potem udałem się razem z Pewną Panią na coś dla Nas nowego - camp windsurfingowy.
Kiedy ktoś by mi rok temu powiedział, że w przyszłym roku będę "pływał" na desce z żagielkiem to wziąłbym go za niespełna rozumną istotę. :)
Miejsce świetne (przy odpowiedniej fantazji i wyobraźni - magiczne), ludzie naprawdę super (choć młodsi w większości), kadra najlepsza ze wszystkich obozów na, których byłem (a na kiillllku byłem), zatoka idealna, pływanie to istna rewelka (spokojnie, jeszcze podniosę swoje umiejętności), opalanie się na plaży bez żadnego nadzoru - <3 i na koniec osoby/a z którą spędzałem najwięcej czasu - brak epitetów do opisu. 
10 dni minęło mi jak kilka godzin, naprawdę. Patrząc wstecz, uświadamiam sobie ile mnie chwil spotkało (milszych i mniej milszych), ile się działo rzeczy z pośrednim udziałem mojej osoby...a muzyka obozowa słyszana z słuchawek mych tylko dodaje uroku temu wszystkiemu.

Te wakacje to istna mieszanka. Od rzeczy bardzo smutnych i okropnie nieprzyjemnych, po których czułeś się jak znokautowany wojownik, do chwil, w których chciało Ci się skakać z radości a przemijający szybko czas stawał się barierą, którą chciałeś za wszelką cenę zwalczyć.

Czy smucę się, że koniec wakacji? - Ależ nie!
Za rok kolejne! ;)
Chodzenie do szkoły też ma coś w sobie, ale tego nie dostrzegamy w trakcie lecz po czasie.


PS: Muzyka dla tych, którzy dotarli do końca. :)


sobota, 25 lipca 2015

"...stałbym się jak miedź brzęcząca"

Tak mocno się w Kimś zakochujemy...
Tak stopniowo ujawniamy swe uczucia...
Tyle razy po nocach planujemy wiele wspólnych rzeczy i przygód...
Tak bardzo chcemy być bliżej tej Osoby...
Tyle razy uciekamy w kąt kiedy coś Nam się nie udaje...
...żeby po chwili stwierdzić, że to Ta Jedyna...
I, że każdy wysiłek nie idzie na marne...
Tak bardzo chcemy zaimponować...
Tak strasznie dać do zrozumienia, że jest Właśnie Tą...
...Tą, z którą po prawie 2 latach chcemy być wciąż, wciąż i wciąż...
Znać się od zerówki żeby w późniejszych latach uświadomić sobie kim dla Ciebie jest...
Tyle razy być o Nią zazdrosnym żeby rozeszło się po kościach...
Zmienić się dla Niej...
Choć przez chwilę wierzyć, że to co robisz Jej imponuje...
Tolerować Jej największe wady i nie zwracać uwagi na pogodę...
Mieć własny świat, w którym Królową jest Ona...

...żeby kiedyś przypadkiem się dowiedzieć, że żałuje...
...że jest Jej głupio, że tak myśli...
...że jesteś zbyt mało wszechstronnym...

Po wielu łzach z Jej strony...
Po wielu przeprosinach i wyjaśnieniach...
Po wielu chwilach załamania z mojej strony...
Po wielu przemyśleniach, że "jesteś do bani"...

...przebaczasz.

Wciąż to pamiętasz...
Jest Ci bardzo przykro...
Wiesz, że to wszystko co włożyłeś w tą miłość poszło na marne...
Nie wierzysz Jej w żadne słowo i nie możesz z Nią zamienić zdania, bo brak Ci słów...

Pomimo tego, że jest Ci tak ciężko...
Dalej jesteście Razem...
Wciąż Ją Uwielbiasz i wiesz jak bardzo Ci na Niej zależy...
Wciąż jest dla Ciebie Tą Jedyną...







niedziela, 28 czerwca 2015

WAKACJE!!!

I oto nastały, wakacje...
Rok minął w błyskawicznym tempie...
Wiele wspomnień, wiele pamiątek pozostało...


Czas na odpoczynek i zebranie sił na 2 klasę.
Cudownych wakacji!

Miłego dnia.

wtorek, 9 czerwca 2015

Pam, pam, pam

I w taki oto sposób znalazłem się w połowie Maratonu Czerwcowego, czyli testów. Trochę to opornie idzie, ale ważne, że idzie.

Od kilku dni męczę się z jedną niewygodną rzeczą. A mianowicie bólem głowy.
Jak nigdy mnie ona nie bolała tak od kilku dni boli regularnie codziennie...
Ibupromy i apapy królują w moim menu :D

Tymczasem coś się ochłodziło i nieprzyjemnie się zrobiło.
Materiał do 1 klasy z chemii skończony i teraz czas na rozszerzenie...
Pierwsza lekcja już była, a mianowicie tlenki.

Zapowiada się naprawdę ciekawie. I oby tak było dalej!

Miłego wieczoru!

czwartek, 4 czerwca 2015

La vita e bella!

Witam wszystkich w ten cudowny dzień!

Osobiście niedawno wróciłem z kościoła i mojej ulubionej procesji, na której pogoda dopisała wyśmienicie.
Weekend mi się rozpoczął, i dobrze, bo pogoda  ani trochę nie sprzyja nauce. :P

Wczorajszy dzień był ciekawy...
Musieliśmy na język niemiecki nauczyć się dialogu. (nawet dość długiego) Dotyczył on miejsca jakim jest restauracja a my mieliśmy być klient-kelner.
Nie ukrywam, że nauka szła mi strasznie opornie. Jednak o godzinie 22:32 stwierdziłem, że umiem go dość dobrze.
I wcale się nie myliłem, ponieważ zarobiłem 5 oraz komentarz, że mówimy jak "starzy Niemcy". :D

Teraz czas na chwilę relaksu...
Za chwilę grill i tony jedzenia...
Świetne towarzystwo i jeszcze lepsza pogoda...
Czegoż chcieć więcej...

Miłego dnia!



sobota, 23 maja 2015

"...siła jest w Tobie"

Po prawie dwóch tygodniach niepisania wróciłem. Pogoda ostatnimi czasy  nie jest zbyt przyjazna ze względu na częsty deszcz i chłodny wiaterek.
U mnie raczej w miarę... Jakoś mi nie szło teraz w przedmiotach niektórych. Uczyłem się do czegoś naprawdę solidnie a potem ocena taka, że tylko z mostu skakać.
Niezbyt dobrze się teraz czuję w klasie... Wszyscy, nawet Ci którym nie szło najlepiej radzą sobie lepiej ode mnie. Wydaje mi się, że biję głową w mur.
Kilka dni temu oddała Pani Profesor kartkówki z chemii z dysocjacji. Dostałem piękne 2. Kazała zostać osobom, które słabo napisały po lekcji i powiedziała kilka słów. Kiedy tak stałem przed Nią słuchając Jej słów to pierwszy raz pomyślałem, że to wszystko nie dla mnie. Jestem za głupi i zbyt mało bystry na biolchema. Skoro wykładam się na kartkówce z podstaw... Wtedy naprawdę chciałem uciec w ciemny kąt. Nie ma sensu rozpamiętywać lekcji chemii z gimnazjum, czy były one dobre czy złe. Osobiście czuję się do d**y. Zastanawiam się czy dobrze zrobiłem idąc na biolchema...
Naprawdę nie mam sił na mówienie sobie, że dam radę itd.
Wiem tylko jedną jedyną rzecz, którą wpajałem sobie długo - Lepiej przegrać na mecie niż na starcie.

Miłego dnia.


poniedziałek, 4 maja 2015

Graduates

4 maja 2015 to data dla jednych pełna lęku i niepewności a dla innych normalna jak każda inna. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy osób i postanowiłem się udać z kilkoma osobami z byłej klasy gimnazjalnej do byłej szkoły, w której spędziłem 9 lat swojego krótkiego życia.
Na pierwszy ogień poszła lekcja matematyki w 1 klasie gimnazjum. Wparowaliśmy sobie na lekcje jak gdyby nigdy nic, przeprosiliśmy za spóźnienie i zasiedliśmy w ławkach. Reakcja Pani była naprawdę świetna, a Jej "ochrzan" Nas za spóźnienie jeszcze lepszy. :)
Podczas kiedy pierwszaki (odezwał się starszak :p ) rozwiązywały równania, My gawędziliśmy o liceach, maturze i przyszłych studiach rzecz jasna.
Następnie przez blisko godzinę rozmawialiśmy z byłym wychowawcą i mówiliśmy "Dzień dobry!" przechodzącym nauczycielom. Rozdał Nam zaległe świadectwa z 6 klasy. Miło było zobaczyć biało-czerwony pasek na nim i same 5 i 6 na liście końcowych ocen. :D
Później poszliśmy na stołówkę spożyć posiłek zakupiony w szkolnym sklepiku, aby chwilę potem udać się do sekretariatu.
Po wyjściu postaliśmy i popodziwialiśmy budynek szkoły, aby za chwilę spotkać się z innymi przychodzącymi absolwentami.
...ale to dumnie brzmi - ABSOLWENT.
Tak mi minęła pierwsza część dnia. Druga minie bardziej aktywniej.

Miłego dnia!