wtorek, 27 grudnia 2016

5/6

Taak, witam wszystkich już w przedostatnim semestrze mojej licealnej nauki!
Popędzając za młodu czas, nie sądziłem, że zacznie on biec tak szybko.
Wokół mnie nic nowego. Od połowy grudnia zaopatrzyli mnie w mały, rzekomo cud technologii zwany pompą insulinową.
Pierwsze dni i pierwsze noce, to był okres łzami i przekleństwami płynący. Miałem żal i "ale" do każdego. Dosłownie.
Ciężkie były noce, ale jeszcze cięższe dni. Nieustanne kodowanie w głowie, że w kieszeni/na pasku jest ona - pompa.
Ale to było daaawno. Teraz już wiem z czym to się je i jest naprawdę fajnie. Nauczyłem się ważyć i przeliczać jedzenie, obsługiwać poważnie brzmiące bolusy i szacować ile jeszcze mogę w siebie upchać jedzenia. Jeszcze trochę i stanę się [o zgrozo!] wszechstronny :P

Tak z innej beczki, grudzień to miesiąc, w którym odniosłem największy od 3 lat sukces z języka ojczystego.
Kiedy zasiadałem do 4 rozprawki w tym roku szkolnym, nic nie wskazywało, że będzie to jakieś BUM! , ale najprawdopodobniej kolejna dwójeczka do kolekcji. Nie tym razem.
Kiedy nastał czas sądu, okazało się, że napisałem najlepiej w klasie...
Tak, Profesor z uwagami kierowała innych do mnie, żeby u mnie zobaczyli jak prawidłowo napisać to czy tamto <3
Te słowa jednej z najstarszej profesorek w liceum to był istny miód dla moich uszu :D

Żeby nie było za kolorowo - próbne za mną.
Jak z polskiego uczyłem się więcej niż przeciętne klasy humanistyczne (gorąco pozdrawiam przyszłych mecenasów :) ) tak testu CR nie rozwiąże ani jednego już do końca życia. AMEN.
Po jaką cholerę mi one były, skoro zjebałem właśnie tą część jak obywatele PiS...
Brak słów... Zawiodłem się na sobie.
Kolejnych próbnych jeszcze nie oddali. I dobrze, nie będę sobie uświadamiał jak niewiele wciąż umiem... [*]

A tak z pozytywów, święta za Nami! Zleciały szybko, ale były naprawdę udane.
Teraz Sylwester, oby wszyscy wrócili cali i ze wszystkimi kończynami ;)

Kończę tą nierówną walkę ze wspomnieniami.
Bywajcie i czuwajcie, ciaaao!


PS: Tak dla uczczenia.

piątek, 21 października 2016

Noc spadających meteorytów

W wieczory takie jak te, wieczory a zarazem noce spadających meteorytów i ty jeden, sam.
Uświadamiający sobie, że coś się skończyło.
Że już pewne, stałe rzeczy nie powrócą.
Jedyną formą ich powrotu będzie wspomnienie... nie jedno, nie dziesięć, nie dwadzieścia...
W takich chwilach czujesz tą pustkę. Tą niską samoocenę i tą tęsknotę.
Próbujesz się uspokoić, przestać wspominać i wreszcie zrozumieć, że te plany, te cholernie pieprzone plany, które od niepamiętnych czasów chciałeś wreszcie wdrożyć w życie/spełnić je - już nigdy nie zostaną spełnione.
Czujesz wewnętrzną porażkę.
Nie jesteś doskonały i nigdy nie byłeś i nie będziesz, ale miałeś ten motor napędzający do zmieniania siebie na lepsze. Na stawanie się innym, lepszym.
Wiele razy nie zwracając uwagi na to co ważne, nie zważając na konsekwencje, na milion innych czynników - tylko na ten Jeden..
Starałeś się za trzech, kombinowałeś jak koń pod górę, chciałeś się zawsze pozytywnie pokazać i zaimponować... To wszystko, to całe wymienianie na nic, coś co było nie wróci, coś co zostało zakończone wyraźnie mówi, że dwa razy do tej samej rzeki nie należy wchodzić...
Czujesz brak... brak tak wielu rzeczy, że na samą myśl o nich rozklejasz się jak dziecko.
Myślisz co dalej... Jak masz zacząć funkcjonować następnego dnia...
Jak masz się zachować kiedy ktoś zastąpi Twoje miejsce, a przy tym miejscu wciąż widzisz swoją postać.
Jak masz się zachowywać skoro nie przejawiasz żadnych emocji...
Widziałeś od dawna jak wszystko idzie na dno i nic z tym nie zrobiłeś...
Nie mogłeś.
Tak cholernie jest Ci smutno... Czujesz jakby ktoś zabrał coś dla Ciebie ważnego..
Dociera do Ciebie, że te często abstrakcyjne pomysły, to kiedy w środku nocy nie potrafiąc usiedzieć w miejscu kiedy inni śpią dawało Ci kopa żeby czymś się zająć i aby czas szybciej zleciał do realizacji tego co przed chwilą wymyśliłeś - bezcenne.
Siedząc sam przy wspólnych piosenkach na dźwięk których dostajesz gęsiej skórki myślisz sobie, że to coś już nie jest Twoim elementem..
Wiesz, że dostałeś kilka razy, ale wciąż było to dla Ciebie do zniesienia..
Jeden z nielicznych wpisów, który nie chcę aby się kończył...
Spoglądając w kalendarz widzisz, że przegrałeś jako sportowiec. Tuż przed magiczną liczbą 24 bądź przed jeszcze wspanialszą trójką...
Okres końca liceum, ostatnia prosta, studniówka, matura, niedobitki imprez... Witaj Świecie Singla.

środa, 28 września 2016

Nic nad nicość, wszystko nic

W takich momentach swojego niedługiego życia, kiedy czuję się sam... nierozumiany przez nikogo... bezużyteczny, uciekam do miejsc gdzie nikt mnie nie widzi, nikt nie słyszy...
Spędzam tam większość czasu, który pragnę żeby minął jak najszybciej.
Wtedy tak mocniej pragnę być traktowany przez innych inaczej, tak jak ja traktuję ich; być rozumianym..
Chciałbym być wystarczająco ważny dla bliskich, jak oni dla mnie...
Mam nieodłączne wrażenie, że coś idzie nie tak...
Że staram się a to i tak prowadzi do niczego...
Czas spędzony w izolacji od innych, to czas pozwalający mi spojrzeć inaczej na samego siebie...
Kiedyś przeczytałem, że wtedy da się usłyszeć walkę serca z rozumem.. - coś w tym jest.

Nie wiem co to za stan, może matura itd. albo coś kompletnie mi obcego...

Jak zachwyca mnie ludzki umysł, tak w chwilach jak te - nienawidzę go.
Potrafi przywoływać wspomnienia, kreować wyobrażenia, które tylko Cię dobijają i uświadamiają jak zbyteczny jesteś...
Jednak po dłuższej chwili przychodzi to coś... Coś czego nie potrafię opisać.
Coś co sprawia na początku skurcz mięśni przywłosowych, a później ogromną radość.. Radość, która nie wiesz skąd wynika i jak to się ma do tego, co jeszcze przed chwilą czułeś...
Warunkiem, który dostrzegłem, że musimy spełnić jest powiedzenie wszystkiego co nas boli, przerasta i z czym walczymy na co dzień..
Dzięki swojej wrażliwości, z ręką na sercu przyznaje się, że często kończę w swym cichym miejscu.
Branie rzeczy bardzo do siebie i bycie wrażliwym na słowa i czyny innych nie pozwala mi inaczej sobie z tym radzić... Często kiedy coś usłyszę, co autor uważa za nieważne i w ogóle niewypowiedziane - ja odbieram i przetwarzam na wszystkie możliwe sposoby...

Chciałbym się w jakiś sposób uodpornić na coś takiego..
Ale brak mi umiejętności i sprytu, aby tak się stało.


niedziela, 11 września 2016

Brak tytułu to też poniekąd tytuł...

Z wetkniętym nosem w 2 podręczniki i 3 zbiory zadań, w ten niedzielny wieczór, zatęskniłem za jednym - tym czasem beztroski, który nie tak dawno mi towarzyszył

 W tym okresie kiedy wielkie boom osiemnastkowe powoli przemija, gdy leżysz przykryty kocem z  kubkiem zaparzonej pokrzywy i patrzysz w to niebo niezmienione od miliardów lat (nie uwzględniamy gwiazd i ich stałych metamorfoz) i starasz się nie myśleć o niczym oprócz miejsc, w których chciałbyś teraz być...

Od pewnego, krótkiego co prawda czasu, zastanawiam się czemu niektórzy są jacyś szorstcy, nieobecni i poddenerwowani. Może to i jest spowodowane miesiącem (wrzesień nie każdemu przypada do gustu), chwilowym stanem ducha czy Bóg wie czym, ale w taką pogodę...?
Mam tutaj na myśli chociażby moich rodziców, którzy od pewnego czasu biją rekordy w małomówności, jakimś takim nieobecnym byciu i niewielkim okazem radości.
Wiem, że to chwilowe i każdy tak ma, ale przecież obecna pogoda to najlepszy czynnik pocieszający pod słońcem (i to dosłownie)

Jako młodziutki diabetyk, uświadomiłem sobie (dopiero teraz), że cukrzyca to taka choroba (choć ja ją osobiście nazywam przyjaciółką), której za nic w świecie nie da się oszukać.

Jeszcze kilka tygodni do tyłu nie przywiązywałem uwagi swojej do brania tak skrupulatnie leków w wyznaczonych godzinach, trzymania się ściśle diety (chodzi tutaj głównie o mini słodycze typu cukierki). Cukier wtedy mną rządził a nie ja nim.
Miałem wysokie ciśnienie przez cały czas. Rekordem było 150/130 o 9 rano, 5 minut po przebudzeniu się. Kolejnym mini rekordem było 210/143 które uzyskałem jadą autem. Nie, nie ja prowadziłem.
Teraz.. teraz to ja jestem panem i władcą! Odkąd kontroluję to co jem i ile jem - jest najcudowniej niż kiedykolwiek.

Kolejnym aspektem jest pompa...
Waham się trochę co do niej, ale z dnia na dzień poprzez różne materiały uważam, że nie będzie złym pomysłem.
Lepsze to będzie niż kłucie się po 5-6 razy dziennie w palce i 4-5 razy w ramię bądź w brzuch.
Cukrzyca to taka nie-choroba, ale czasami potrafi zdołować. Na szczęście jest  to do zwalczenia :)

Od niecałego tygodnia męczy mnie jeszcze jeden czynnik, a mianowicie - sny.
Mam je tak dziwne i bardzo dające do myślenia
Najgorsze jest to, że są to sny z Kimś kogo wydaje mi się, że nawet dobrze znam
Nie mam zielonego pojęcia jak je interpretować i co o nich myśleć
Wiem, że to TYLKO sny, ale jeden i ten sam sen prawie 3 razy pod rząd...?
Mam nadzieję, że nie są one zapowiedzią czegoś czego bym pewnie i tak nie chciał
..i że to po prostu tylko sny ;)

Noc jeszcze młoda, ale sen stary i naruszony.




wtorek, 30 sierpnia 2016

When You finally let go of the past...

...something better comes along

Jeszcze chwila, moment, ułamek sekundy...i czarne myśli o klasie maturalnej staną się rzeczywistością.
Niewątpliwie okres to burzowy, niezwykle stresujący i wymagający, ale jednak już tylu go przeżyło, wytrwało.
Zapewne każdy z tych "zwycięzców" był tak jak ja teraz - pełen obaw i całego mnóstwa niepewności.
Ale wszystko jest przecież dla ludzi i okres, z którym przyszło nam się teraz zmierzyć - nie jest nie do przetrwania :)

Jestem tak pilnym uczniem, że swoją "wyprawkę" szkolną kupuje dopiero(?) dziś. Nie jest ona co prawda tak bogata jak dzieciaka idącego do 1 klasy szkoły podstawowej, ale równie wartościowa :D

Plan powtórzeniowy rozpisany, przyszłość w wyobraźni nawet kolorowa, siły powiedzmy "zebrane" więc czas dać z siebie wszystko i wierzyć, że to wszystko za te kilka miesięcy przyniesie zamierzony rezultat...
Czy się boję?
- I tak i nie. Boję się najbardziej, że przegram sam ze sobą
Czasem kiedy coś robię nachodzi mnie myśl, że to już umiem, ale kilku innych przedmiotów nie za bardzo i wtedy jestem w kropce.
Ucieka skupienie z danego przedmiotu, negatywny stres i rozsypka.
Nienawidzę tego.

Czasem, kiedy sen nie idzie ze mną w parze, zastanawiam się jak to będzie wyglądało później.. na studiach.. jak wszystko się dalej potoczy..
Czy te osoby, przyjaciele, koledzy, znajomi - czy to w jakimś większym procencie przetrwa?
Czy będzie podobnie jak teraz - czas na częste spotkania i robienie czegoś spontanicznego...?

W sumie teraz to mnie nie za dużo obchodzi
Wedle słów moich rodziców - próbuję żyć obecnym dniem i nie imaginować przyszłości i broń Boże nie wspominać przeszłości
Po co...

Niejednokrotnie słowa taty o moim specyficznym charakterze dawały mi do myślenia, tak teraz nic się nie zmieniło...
Często miewam przekonania, że nie pasuję do tego towarzystwa, otoczenia, w którym przebywam...
Że odbieram na innych falach niż wszyscy

Trochę to dziwne, ale jednak tak jest.

Lecz nie mam czasu na rozmyślanie teraz o tym, czas goni, ale dłuuga noc jednak czeka.

"Oby nikt z nas nie przegrał, oby nam wyszło"
PS: Miłego dnia! :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Tabula rasa

Połowa wakacji za mną, bycie świadkiem wydarzenia, gdy dwoje zakochanych osób mówi sobie "Tak" - również, śmierć wujka (tego z tych wujków będących w TOP3), ŚDM jak i wiele wiele innych wydarzeń także.

Choć jakby spojrzeć z perspektywy ciekawych chwil, to nie było ich jakoś za wiele.
Z roku na rok mam wrażenie, że te wakacje to już nie to samo... nie to co kiedyś kiedy wakacji miałem 2 tygodnie, bo obozy, zgrupowania, gdzie nie miałem czasu myśleć o jakichś rzeczach, które wywołują smutek bądź o wiele mniej pamiętałem przykre momenty.
Rok przed maturą, jedną z 3 myśli, które masz w głowie jest  właśnie ona - matura. Nie ma co ukrywać, że czuję strach przed nią...duży strach.
Nie chcę pisać tutaj, że będzie dobrze, bo nie wiem jak będzie.
Nie chcę nic mówić, nic pisać, chcę po prostu dalej wierzyć.


Chcę bardzo spleść coś co warto przeczytać, ale nie wiem co. Nawet kiedy zaglądam na inne blogi, które śledzę, panuje na nich jakaś wyjątkowa moda na pisanie o miłości, związkach, zakochanych i motylkach w brzuchu...

Poniekąd, iż w głębi jestem romantykiem niedocenianym i najczęściej nierozumianym, zaczytywałem się w tych wpisach i próbowałem w nich odnaleźć swoje postawy.

Bywało z tym bardzo różnie.
"Słusznym jest mieć zaufanie do swojej bratniej duszy" - zgadzam się. Łatwo powiedzieć, ale już ciężej kiedy ktoś to zaufanie naruszy. Kiedy chcesz komuś coś powiedzieć, co Ci leży w głębi, a spotykasz się z ironicznym uśmiechem i brakiem uwagi na swoją osobę.

Czego moim zdaniem brakuje w związkach ze snu?
-czułości. Najprostsze słowa są tak nieczęsto wypowiadane, że wręcz w ogóle.

Warto zaznaczyć, że każdy z nas, każdy, pragnie być z kimś zapatrzonym w nas i my w niego. Często mają tak młode pary... i to jest to czego im zazdroszczę.
Takiego nieukrywania, że są razem, że wskoczyliby za sobą tam i tu.

Wielokrotnie jest tak, że to jedna ze stron stara się bardziej i jest tą tarczą, która się zużyje dopiero po mocnym ciosie, ale jak na złość coraz częściej tak jest. Jest to równie niesprawiedliwe jak zarobki w Naszym kraju, ale jednak nikt nic na to nie poradzi.

Fajnie jest spotkać się z innymi ludźmi/parami/starszymi małżeństwami żeby nabrać takiego "natchnienia" jakby to miało wyglądać, ale późniejsze zderzenia z rzeczywistością są znacznie gorsze.


Kończę tą nierówną walkę - moją z pisaniem o sprawach, o których nigdy nikomu nie mówię.
Czy się podpisuję pod tym co napisałem?
- zdecydowanie tak.

I wedle mody panującej na śledzonych przeze mnie blogach, swój wpis zakończę również cytatem może niezwiązanym z miłością, ale ogólnym zastanowieniem.

"To co Cię dręczy, zakopujesz głęboko i myślisz, że tego nie ma? To czemu nie śpisz..?"
Mr G


PS: Romansideł pisać bym nie mógł :)


środa, 22 czerwca 2016

Pierwszy raz...

Taaaak, to właśnie jutro! Ostatni dzień szkoły! 10 miesięcy za Nami... Z jednej strony coś niesamowitego, ale z drugiej - matura za chwilę...

Może to głupie, ale obawiam się jej. Co prawda, według jednego wokalisty - "wszystko jest w Twoich rękach", tak w tym przypadku także i egzaminatora. Jest jeszcze odpowiednio dużo czasu, aby zamartwiać się na przyszłość, dlatego oszczędzę stresu i nerwów mojemu cukrzycowemu organizmowi :)

Czy jakieś plany na wakacje?
- Całe mnóstwo. Aczkolwiek z moim szczęściem i znajomymi wyjdzie 5% wszystkich planów. Szkoda bardzo, że tak ciężko wszystkim dogodzić (dla tego za drogo, dla tego zły termin). Od roku marzę o takim świetnym wypadzie w super towarzystwie, ale będę na niego jeszcze zapewne długo czekał... Podobno tylko cierpliwi zwyciężają świat, więc jestem na dobrej drodze :)

Zapewne większość czyta tego posta ze względu na tytuł. - I prawidłowo ;)

Otóż zdziwienia nie będzie, ponieważ ten pierwszy raz to... pierwsza praca! :D
Pomysł powstał bardzo spontanicznie. W nocy z wtorku na środę nie mogłem zasnąć i postanowiłem poszukać w internecie pracy na wakacje. I znalazłem!
Na drugi dzień się tam pojawiłem i po przejściu 3 dniowego szkolenia z dwoma egzaminami - zostałem telemarketerem :D
Co takiego oferuję? -Otóż szkołę językową.
Żuchwa naprawdę boli kiedy przez 6h dzwonisz do 190 osób i tylko 9 się zgadza podać Ci swoje dane. Mam naprawdę ogromną siłę przekonywania. Haha!
Jest to moja pierwsza praca i póki co naprawdę mi się podoba
Wszystkich, którym nie powiedziałem, że chcę znaleźć pracę na wakacje (sam nawet o tym nie wiedziałem) z całego mego cukrowego serduszka przepraszam.

Za chwilę wakacje, ale mój ukochany okres siedzenia późnymi wieczorami na balkonie i podziwianie gwieździstego nieba z słuchawkami na uszach, już dawno się rozpoczął.
Zapewne wiecie jak dużo wewnętrznie daje takie przesiadywanie w samotności w miejscach, które są Wam bliskie... Kiedy macie czas na przemyślenie wszystkiego, podsumowanie samych siebie, uświadomienie sobie pewnych rzeczy. Zatrzymanie się na chwilę w tym biegnącym toku życia i pomyślenie przez chwilę, na spokojnie, tylko Wy i gwiazdy, do czego Ty tak naprawdę dążysz, czego oczekujesz od siebie i od innych i pomarzyć o swoim idealnym planie na swoje stosunkowo krótkie życie...
Coś niesamowitego, spróbujcie.

Życzę Wam, wszystkim chodzącym jeszcze do szkoły, udanego ostatniego dnia w miejscu edukacji codziennej i rzecz oczywista - nie przemęczcie się! :)


środa, 1 czerwca 2016

Dziecko, optymizmu!

Cześć wszystkim, którzy jeszcze tu zaglądają!

Nie było mnie tak długo, jak długo w Boże Ciało nie padało, ale wreszcie jestem.
Odpowiadając na komentarz z poprzedniego wpisu jak i tego z e-maila - macie zupełną rację. Ludzie mają o wiele większe problemy niż ja, niż ja i biała przyjaciółka.

Ale muszę się przyznać, że bardzo, ale to naprawdę bardzo podziwiam takich ludzi.
Którzy byli bez szans, którzy jedyne czego nie mieli przekreślonego to nadzieja i wygrali. Wygrali przede wszystkim sami ze sobą...
Każdy z osobna wie, jak bardzo ważna (najważniejsza) jest rodzina i najbliższe osoby.. Przecież mieć przy sobie kochającego męża/żonę/matkę/ojca/brata/siostrę/dziewczynę/chłopaka to...
To właśnie dla kogoś takiego musisz wygrać i wiesz, że tak się stanie.
Sam po sobie wiem, że jeśli się ma kochających ludzi obok siebie i samozaparcie większe od Syzyfa, to sukces murowany. Choćby najmniejszy, ale jednak Nasz...

Jak łatwo zauważyć po znikających kartkach kalendarza - wakacje idą wieeeelkimi krokami.
Gdybym napisał to rok temu, to teraz zapewne gdybałbym jak to będzie od września itd. ble ble ble...
Ale nie! Nie teraz! Koniec pesymizmu!
Myślisz non-stop o przyszłości? -pieprz ją!
Prędzej czy później przyjdzie sama! Możesz wiele, ale nie wszystko. Nie wszystko będzie tak jak Ty chcesz, bo jednak Ktoś bardziej inteligentniejszy ułożył Ci cały plan!
Skupić się na dziś, na teraz, na tych którzy są obok Ciebie, którzy Cię właśnie teraz otaczają... -to jest największą sztuką.
Z ręką na sercu, staram się do tego stosować i przyzanć się muszę, że idzie mi naprawdę coraz lepiej :)

Jak rok temu miałem średnią sytuację na koniec roku, tak teraz mam normalną. Zero stresu odbijającego się na stosunkach z innymi.
Czyżbym wreszcie dorósł?

Wakacje... to jest świetny temat do rozmyślania...
Jak grupę osób z którymi się trzymam mam świetną do tańca i do różańca tak do wyjazdu za Chiny!
Wierzcie mi, że prościej wygrać w lotto niż się zorganizować.
Ale ostatnimi czasy podobno jest to coraz częstsze zjawisko więc, aby nie być większością, postaram się coś wykombinować.

Jakiś sentyment mnie naszedł i przypomniał mi się pierwszy wpis, który pisałem...
To były takie głupoty, że w ogóle ktokolwiek chciał to czytać to do dziś się dziwię.
Muszę się przyznać, że uwielbiam czytać posty i przypominać sobie co wtedy się działo, w jakim miejscu je pisałem...
Ahh, nie pomyślałbym przez chwilę, że osiągnę kiedykolwiek ilość wyświetleń równą 8 tysięcy...
Dziękuję!



piątek, 6 maja 2016

Invictus.

Taaa, za 365 dni to ja będę na miejscu maturzystów. Jak ten czas cholernie szybko leci...
Nie czuję się jeszcze w miarę dobrze przygotowany do egzaminu dojrzałości... bo o wysokich wynikach nie mówiąc. Ale wszystko przede mną i dam radę!

Może spóźnione, ale jak najbardziej szczere - Powodzenia Maturzyści!
Co prawda dziś 3 dzień matur, ale jednak nie ukrywajmy, że przed przyszłymi Medykami to matura dopiero się zacznie ;)

Co u mnie?
Może być. Wolne powoli dobiega końca, ale to nie powód do smutku i zmartwień, bo jak to mówią - już bliżej niż dalej.
Pytanie brzmi czego? -matury? powtórek? studniówki?
Otóż wszystkiego z wyżej wymienionych, ale najpierw obowiązkowe wakacje :)

Wiecie, najgorszą chyba z możliwych rzeczy jest uświadamianie kogoś w jak beznadziejnej sytuacji/położeniu jest pomimo, iż to, że w tak owej sytuacji nie znalazł się z własnego wyboru.
Nie należy odcinać mu kontaków z innymi ani też ich na swój sposób ograniczać.
Nie siedzieć wpatrzonym w niego chcąc mu coś powiedzieć i jednocześnie pytającym się "po co?".
Nie litować się przesadnie nad nim i nie "być chorym za kogoś".
Nie patrzeć z tzw. politowaniem na kogoś chorego.
Zawsze było i będzie tak, że przy jednych czujesz się zupełnie zdrów i którzy mówią Ci, że są gorsze schorzenia, a przy drugich od razu uświadamiasz sobie, że powinieneś się zaszyć w domu i z nikim się nie spotykać i najlepiej to nie żyć, bo i tak nic nie możesz. To nie jest fair...

Pewnie niewiele osób wie o co mi chodzi, ale pomyślcie nad tym...
Nie pytajcie od razu...
Pomyślcie...

Szkoda, że przez taki prosty (w sumie to złożony) związek jak cukier, tyle rzeczy się krzyżuje...
Tyle nie dojdzie do skutku...
A drugie tyle nie ujrzy światła dziennego, bez możliwości wyjścia z głowy...

"Boże, daj mi tę łaskę,
Bym przyjął to, czego nie mogę zmienić,
Daj odwagę, bym zmieniał to, co zmienić mogę
I mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego"

 

niedziela, 10 kwietnia 2016

"Wiosna musuje jak zozole..."

Czeeeeść!

Witajcie wszyscy czytający już n-ty nudny wpis i wszyscy, którzy tak bardzo zabłądzili w internecie, że trafili właśnie tu :)

Ostatnio kiedy tu byłem była jakoś połowa marca, więc zaległości są.
Tylko założę strój do snu i udaję się do dzielenia się wspomnieniami z Wami.... mistrz budowania zdań :D

Na sam początek przyznam się, że zrobiłem duży postęp w jeździe od momentu zdania prawka. Jak na początkującego to spędziłem dużo czasu za "kółkiem" i przebyłem znaczną ilość kilometrów. Nie ukrywam, że wciąż mi mało i mógłbym jeździć non-stop, ale jak to mówi mój tato - "powoli".
Zastanawiam się czy pisać coś o mojej słodkiej przyjaciółce, którą poznałem niedawno...
Mamy się z dnia na dzień i z godziny na godzinę coraz bardziej ku sobie. Ja jej mówię jak ma wyglądać i jak na mnie wpływać, a ona... a ona to spełnia. :)
Troszkę mi ogranicza np. jedzenie i wszystko co z nim związane, ale dzięki temu widzę jak silną mam wolę.
Nie zapomnę jak byłem załamany i siedziałem w ciemnym pokoju sam, ze łzami w oczach kiedy wiedziałem, że ogranicza mnie tak bardzo. A teraz.... teraz 18-stki, imprezy, namioty i wakacje. Oby tylko moja wola i samozaparcie sobie z tym poradziły.
Nie można przecież być idealnym... :)

Co w szkole?
Ciężko. Może już dawno się przyzwyczailiśmy do nawału, braku czasu, ciągłego stresu i wkurzania się, ale jednak z tyłu głowy jest wciąż gdzieś ta zarysowana przez nas upragniona przyszłość, która napędza nas jak silnik w aucie... Coś co pomimo braku wiary w siebie, braku ochoty na cokolwiek innego mówi Ci, że wszystko się ułoży i kiedyś to co się teraz dzieje - będziesz miło wspominał.
Co z tego, że nie wierzysz, a jeśli wierzysz, to tylko opary nadziei, że nieunikniony jest przed Tobą rok przerwy po maturze, bo masz świadomość, że Twoja postać nie jest w stanie napisać 2 przedmiotów wystarczająco dobrze... Jednak pomimo tego, starasz się wpoić w siebie choć cień nadziei i nie myśleć o tak nieodległej przyszłości...
Starasz się być lepszy i lepszy dla siebie... i też dla innych.

Świetną odskocznią od takiego myślenia jest chociażby taki jak wczoraj wyjazd do stolicy.
Intencją tego zajścia była osiemnastka, ale podwójne zwiedzenie Starówki również leżało po mojej myśli.
Spacerując wczoraj miałem okazję oderwać się na chwilę i pomyślałem, że jest wokół mnie tyle ludzi, którzy nie napędzają się własnymi negatywnymi myślami i nie pogrążają się w smutku wykreowanym przez samych siebie, tylko brną do przodu... Nieważne jak, ważne, że przed siebie.
Powoli zaczynam myśleć, że muszę znaleźć odpowiednią książkę, która potrafi podnieść wiarę w siebie i pewność...

Z największą chęcią powyrzucałbym z siebie wszystko to, co podcina mi skrzydła już na samym początku czegoś, ale czas goni a książki obok.

 PS: Gorąco pozdrawiam wszystkich, którzy zrozumieją ten wpis :)


niedziela, 6 marca 2016

C6H12O6

Ile glukozy we krwi ma człowiek, tyle mnie tutaj nie było.
Mnóstwo rzeczy się przez ten czas wydarzyło.
Od zdania prawa jazdy do momentu, w którym spojrzałem na wszystko inaczej.

Od kilku dni miałem nadmierne pragnienie. Piłem ok.3,5-4 litrów płynów dziennie. Moim budzikiem w nocy stawały się częste wizyty w toalecie. Żeby widzieć w 3D nie musiałem iść do kina.
Chodziłem senny, ciągle zmęczony, ale nie pokazujący tego po sobie. Moje kończyny ważyły tonę.

Postanowiłem pójść do lekarza.
Nie mógł postawić jednoznacznej diagnozy więc miałem na drugi dzień oddać krew.
O 7:30 oddałem potrzebną ciecz i powróciłem do szkoły. Był wtedy piątek, na którego wieczór miałem fajne plany.
Niespełna po 2h lekcyjnych dzwoni do mnie tato, że jest pod szkołą i mam szybko się zwolnić, bo coś nie tak z wynikami.
Jak się później okazało w mojej krwi poziom glukozy wynosił 461.
Po stawieniu się wprost ze szkoły i ponownym sprawdzeniu poziomu okazało się, że wynosił on 510. (!)
I tak oto dowiedziałem się, że mam cukrzycę typu I....
Dostałem skierowanie do szpitala i ambitnie zapowiadający się piątek spędziłem w szpitalu.
Tak, byłem najmłodszy na oddziale.
Spędziłem w nim 10 dni.
Było w porządku, ale bezczynność mnie rozsadzała od środka. Byłem nie do zniesienia dla najbliższych.

Wyszedłem we wtorek.
W środę byłem w szkole i zaczynałem funkcjonować jak zdrowy...
Zacząłem patrzeć na wszystko z większą radością i doceniać każdą chwilę swojego krótkiego (słodkiego teraz) życia. I obiecałem sobie, że już nigdy nie dam się jakimś negatywnym rzeczom. (zranić się)

Czy się podłamałem?
-Trochę. Bo jednak 7 lat intensywnego sportu nie wskazywało na nic złego w przyszłości. Oczywiście nie jest to wina sportu, tylko takie odniesienie. Żyłem "normalnie", a teraz tyle ograniczeń. Zero słodyczy, alkoholu, ciast... Niczego co najlepsze (oprócz alkoholu oczywiście)
Teraz dieta, częste badanie poziomu glukozy, insulina itd.
Ludzie mają większe tragedie w życiu więc nie mam aż takiego powodu do załamywania się cukrzycą, chyba... :)

Ostatnio mam jakieś gorsze humory.
Jestem nie do zniesienia dla najbliższych.
Mam wrażenie, że mówią mi co innego a myślą i innym mówią coś zupełnie innego... nie chcę tak.

Jak poprzedniego roku, tak i w tym - jadę na zimowisko. Co prawda zaczęło się ono już dziś, ale ja tam niebawem dojadę. Tylko trzeba nadrobić zaległości...
A powiem Wam, że "Lalka" to dłuuugi twór :)
Jeszcze tylko XIX wiek na historię i można się brać za chemię.

Trzymajcie się!

środa, 10 lutego 2016

2-2

Czeeeeeść!

Trochę zaniedbałem pisanie, za co szczerze przepraszam, ale nie miałem na nie najprościej w Świecie czasu. :(

Pozytywny akcent na samym początku jest taki, że swój portfel wzbogaciłem jedną ważną kartą (tak, tak, dowodzik) jak i drugą najważniejszą - prawkiem!!

Jak wskazuje tytuł wpisu, za drugim razem zdałem teorię i praktykę.
Z tego miejsca pozdrawiam Panią, która na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym sygnalizowała skręt w prawo a pojechała prosto... :]  Kierowca urodzony.

Jak na moją osobę przystało, obeszło się wszystko w tajemnicy przed  wszystkimi, bo tak naprawdę to dobrze się czuję kiedy robię coś ważnego i nikt o tym nie wie.

Najmilsza była reakcja babci, która po tym jak się dowiedziała, z uśmiechem na twarzyczce powiedziała, że nareszcie nie będę Jej woził po polnych dróżkach. :)

Byli też tacy, na których to wrażenia nie zrobiło i w sumie im się nie dziwię, bo co to tam. ;)

Na sam egzamin szedłem lekko zdenerwowany. Jedyne co mnie uspokajało to fakt, że o 9:30 mam jeszcze 1,5h jazdy. W ostatnie chwili Instruktor przesunął ją na 11:30 a ostatecznie odwołał. Byłem lekko mówiąc... załamany. Nie byłem pewien tyyyylu rzeczy, tyyyyle się jeszcze chciałem dopytać... Koniec końców był taki, że wylądowałem w kinie na filmie o jakichś statkach, sztormach...nic z niego nie pamiętam, nawet tytułu, bo myślami byłem na egzaminie.
Jeździłem prawie 50 minut i na sam koniec zostałem pochwalony za płynną jazdę ^^

Podczas powrotu wstąpiłem do mojej ulubionej perfumerii i zaopatrzyłem się w perfumy znanej gwiazdy filmowej lat 90, tak na poprawę świetnego humoru.

W szkole czas płynie szybciej. Zbyt dużo się nie dzieje i jakoś za ciekawie nie jest.
Traumą obecnie jest matematyka i odpowiedzi 20-sto minutowe, za które najlepsza ocena od poniedziałku to 2+, naprawdę.
Nerwówka jest, ale bynajmniej szybko płynąca krew przetka mi wszystkie naczynia! :D

Wracam do płazińców!
Miłego czwartku!
PS: Po odebraniu prawa jazdy wcale nie będę się czuł dobrym kierowcą pomimo jazdy już 4 lata, jakby niektórzy źle rozumieli.


poniedziałek, 18 stycznia 2016

"...nic nie robić, nie mieć zmartwień"

Witaaajcie Drodzy Uczący się jak i Ci, którym dane jest nic - nicnierobienie! (podobno to się razem pisze)

Jak pewnie nietrudno się domyślić, jestem wśród tych - tych co mają ferie pierwsi.
Plusów i minusów jest w tym jak we wszystkim innym.
Ku swojemu niespodziewaniu się, ferie 2016 rozpocząłem od nocnej jazdy na stoku. Tak, czyniłem to w czym jestem póki co beznadziejny, ale to sprawia mi ogromną frajdę!
PS: Kiedyś będę dobrze jeździł ;)
Pomimo tego, że skończyłem tą 18, to i tak nie potrafię się nadziwić głupocie ludzi doroślejszych, poniekąd mądrzejszych i wszystko co na -jszych kończące się.
Był wtedy pierwszy mecz na Euro i każdy zamiast na stok to do baru na wiadomo co!
Wjeżdżając zobaczyłem mężczyznę, około 31 lat, który jadą pijanym wyrżnął z dużą prędkością i podnosząc się przez 20 minut - nie podniósł się. :)
Reka złamana jak nic! o_O
Po 20 kolejnych minutach zawitało pogotowie i tak skończył się mecz otwarcia dla głupca.
Cóż, jak mówi moja siostra - "Za głupotę się płaci"

Zapisałem się na kurs tańca....
Jak jest? - tragicznie. Oprócz zapachu starej sali to niczego innego już nie czuje. Tak, rytmu wybitnie :D
Sztywniak z parkietu siatkarskiego próbujący tańca to złeee połączenie.
Chodź niektórzy twierdzą, że Kadziewiczowi się udało. :D

Czy leniuchuję w ferie?
Skądże! Od rana chemia. Po południu chemia. W przerwie 2h siłowni. Wieczorem chemia.
Fajnie jest tak wszystko robić bez pośpiechu, wyspanym i wypoczętym... ;)

Kończę swe wypociny i zabieram się za........
..... "Lalkę.
Lektura to długa, lektura piękna...

Miłej nocy!

niedziela, 10 stycznia 2016

18+

Czeeeeść!!

Jak nietrudno się domyślić po tytule - jestem dorosły!!
Wiem, że część osób zareaguje słowami: "Co Ty piszesz... Dorosłość nie jest fajna!", ale czy ktoś powiedział, że jest głupia?

Tak naprawdę to będąc kilka dni po oficjalnym zatwierdzeniu mnie teoretycznie "dojrzałym" i mogącym legalnie kupować to i tamto :p nie czuję się inaczej.
Mówiąc szczerze to nie miałem jeszcze styczności z czymś co musiałoby podkreślić mój znaczący wiek.

Sama impreza urodzinowa była dla mnie naprawdę ciężka. Trochę tremy jak to wszystko wyjdzie, dłuższego myślenia czy wszystko gotowe i samo bieganie od jednej osoby do drugiej dało nieźle popalić. Ale prawda jest taka, że to nie mnie się miało podobać a zaproszonym. Z ogromną nadzieją wierzę, że tak było. :)
Bycie gospodarzem to nie taka prosta sprawa jak się wydaje.

Skoro już taki dorosły, mogący kupować to i tamto, wchodzić tu i tam to przydałoby mu się prawo do jazdy pojazdem... :D
Ku własnemu zdziwieniu w ostatni dzień przed świętami, nie mówiąc nikomu, pod pretekstem pójścia na Wigilię klasową udałem się do zielonego budynku z napisem na drzwiach  - "WORD".
Udałem się szybkim i hałaśliwym krokiem (miałem buty od garnituru) na 1 piętro do sali numer 101.
Przystrojony w białą koszulę i muszkę, marynarkę i czarne spodnie wszedłem do niej.
W niej mnóstwo komputerów, a wśród nich nr 8.
Po wyczytaniu mego imienia i nazwiska  zasiadłem.
Serce biło szybciej, ale jeszcze nie maksimum.
Po 7 minutach i 57 sekundach zakończyłem test...
Wtedy serce przemieściło się do gardła i czekanie 40 sekund na stronę, na której pojawi się liczba punktów było gorsze niż śpiewanie hymnu szkoły przy całej klasie na środku.
5,4,3,2,1... Pojawiła się biała strona a na niej zielony napis: "Państwowy Teoretyczny Egzamin na Prawo Jazdy dnia X.X.2015r. został zakończony wynikiem POZYTYWNYM".
Uczucie było przednie, naprawdę... <3
W sumie chyba i tak najlepsza była reakcja wszystkich, do których dzwoniłem z dobrą nowiną.
...bo minięcia przystanku i pójścia na kolejny nie napominam. :D
Teraz czas się skupić maksymalnie przed praktycznym... Będzie się działo!

Czas kończyć swoje kreślenie i zabrać się należy za biologię... Ehh, fizjologia roślin jest naprawdę fajna ;)
Heh, gorzej z fizyką. Omawiający bryłę sztywną - łączmy się w bólu :)

Tak w temacie biologii, zrezygnowałem z korepetycji. Niczego mi one nie dawały i niewiele wnosiły. Może dlatego, że mam jedną z lepszych Pań prof. od tegoż przedmiotu to większość innych wydaje mi się nietrafiających do mnie. Cóż, dziwny ja! :)

Miłego poniedziałku!!


poniedziałek, 28 grudnia 2015

"...moja żono"

W ten piękny grudniowy wieczór, dla niektórych szczęśliwy a dla niektórych pechowy.
Mrozik szczypiący w poliki i iskrzące się kryształki mrozu na dachach chatek.
Choinki przystrojone, domki oświetlone, w powietrzu czuć zbliżający się Sylwester i pośpiech wszędy ludzi pragnących zdążyć na ostatnią noc w roku.
Wiele osób biegających i spacerujących myślących, gdzie ich biały przyjaciel śnieg.
Coś pięknego!

A wśród nich Ty.
Załamujący się nad zadaniem z chemii i przekonany, że to na nic.
Że to co sobie wykreowałeś, to czego chcesz (chciałeś?) jest nieosiągalne.
Moja osoba się chyba do tego nie nadaje...
Dział, który już za Tobą, który niedawno został skończony jest wciąż dla Ciebie niewystarczająco łatwy...
Zadania wciąż pozostają nierozwiązane, a odpowiedzi wciąż niepotwierdzone.
Umiesz proste i część średnich, a te bardziej skomplikowane (które na pewno są na maturze) są nadal dla Ciebie trudne, niezrozumiałe.
Może nie tyle niezrozumiałe, ile umiesz część, ale druga nie istnieje...
Mam wrażenie, że od września tkwię w miejscu...
Każdy inny robi krok do przodu, Ty 2 do tyłu.
Zastanawiasz się na co Ty czekasz, co Ty chcesz, gdzie idziesz... I kiedy odpowiedź jest prosta - pojawiają się schody...
Na obecną chwilę nie tknąłbym jakiegoś trudnego zadania, testu...

Pesymista - ma wypisane na twarzy.
Optymista - wciąż wierzący w niemożliwe
Realista - liczący na cud. (?)

Udanej ostatniej imprezy w 2015!
 Miłego wieczoru!


środa, 23 grudnia 2015

Magia świąt...?

Zapomnijcie, totalne nic.
Śniegu brak, mrozu brak, duużych zasp brak...
Może to Wielkanoc? o.O

Czekałem z utęsknieniem tegorocznych świąt a kiedy są one tuż tuż to czar pryska, emocje opadają...
Niby śnieg, taki prosty opad atmosferyczny a jednak tak potrafi coś zepsuć. :)

Pierwsze drugoklasowe półrocze prawie za mną. Tak, zdałem.
Do najłatwiejszych ono jednak nie należało, ale jakoś baaaardzo mega trudne też nie było. Najfajniejsze z tego wszystkiego jest to, jak cudownie przestawia się Nasz tok nauki.
Po 8h w szkole wracasz i siedzisz do późnych godzin w nocy w książkach nie odczuwając jakiejś ogromnej senności.
Później wstajesz i każdy Twój dzień wygląda identycznie, a oderwaniem od rzeczywistości jest nocne pisanie z najbliższymi.

Teraz czas lenistwa. Krótkiego, ale intensywnego lenistwa.

Od wczoraj rozpiera mnie duma z szerokim uśmiechem na twarzy.
Zdałem teorię!!
Niestety za drugim (za pierwszym 1 punkt...), ale jednak zdana.
Teraz za  chwilę wyczekiwana praktyka... Będzie dobrze Wam powiem :D
Tak coś czuję.

Jestem z tych szczęśliwców (?), którzy na Świat przyszli na samym początku roku więc przygotowania do 18-stego razu zdmuchnięcia świeczek na torcie prawie gotowe.
Trochę się obawiam jak to wszystko wyjdzie...
Ta impreza właśnie mnie uświadomiła jak bardzo nie znam ludzi jeszcze...
Trochę się zdziwiłem kiedy ludzie do mnie pisali, że słyszeli, że robię osiemnastkę i, że chyba o nich zapomniałem...
Żałosne.

Ale było - minęło.

W tym roku awansowałem!
Ze śmierci w białej płachcie na króla w złotej koronie.
Mówię o corocznym kolędowaniu, które miejmy nadzieję i w tym roku będzie równie udane co w poprzednim. :)
Uciekam głosić Dobrą Nowinę! :)

Wesołych Świąt!



Śniegu, przybywaj!!

poniedziałek, 30 listopada 2015

What the world needs now...

Czeeeść!

Nie było mnie tutaj od niepamiętnych czasów, ale swą nieobecność usprawiedliwiam brakiem czasu i nawałem rzeczy do wykonania.
Ehh... Nie polecam Wam robienia prawka w 2 klasie kiedy to każdy twierdzi, że jego przedmiot jest najważniejszy.
Co prawda, teraz przede mną TYLKO egzamin teoretyczny i praktyczny, ale głupota niektórych pytań mnie po prostu przeraża :D

Powolutku zaczynam skrobać na kartce nazwiska osób (zaszczytnie) zaproszonych na mą pierwszą i ostatnią 18-stkę i planować co i jak.

W ostatnim czasie wydarzyło się u mnie tyle naprawdę super rzeczy, że na nie poświęcę osobny wpis.
Niesamowite jest to, ile podobnych planów mam na niedaleką przyszłość. :)

To tyle z przyjemnych rzeczy, teraz pozwolicie, że wyleje swe łzy co do nauki... :D
Otóż jest naprawdę dużo tego. Ale da się wytrzymać.
Prawdą od dawna jest, że przez fizykę osiwieję przed 30, ale od czego jest farba do włosów :)

W ogóle to tak już bardzo chce święta, śnieg, tą atmosferę mającą w sobie to coś, kolędy tu i tam, ludzi zabieganych za prezentami itd... Bo święta to są taką nagrodą za przetrwanie okresu szaro-jesiennego, kiedy to o 16 masz ochotę położyć się spać.

Nie wiem jak Wy, ale ja pomimo świetnego humoru rano, jakoś go straciłem...
Coś mi mówi, że podobne odczucie kiedyś już miałem...

No nic, czas goni a fizyka i 37 zadań z dynamiki czekają.

Miłego wieczoru!


niedziela, 1 listopada 2015

1 listopada

Ehh...

I minęło to święto równie szybko jak czas czekania na nie.
Nie wiem jak inni, ale ja czuję sentyment do tej uroczystości. Tak dużo się dzieje. Szczególnie w mojej głowie kiedy to samoczynnie myślisz o tym jak to jest...
Że nagle jesteś, a nagle Cię nie ma...
Że robisz to co kochasz, otaczasz się tymi, którzy są najważniejsi dla Ciebie, a nagle zostawiasz ich samych...
Wyruszasz samotnie w podróż, o której nawet nie możesz mieć najmniejszego pojęcia...
Samo pojęcie śmierci jest dla mnie czymś przed czym czuję duży strach...
Czymś co uświadamia Cię, że MASZ się cieszyć każdym dniem, jakikolwiek by on nie był!

Sam dzień minął naprawdę świetnie.
Byłby wręcz idealny, ale nie zawsze można mieć wszystko tak jakby się chciało...
Może czasami nie należy czegoś planować, starać się...

Siedzę i mam milion myśli w głowie.
Nic nie wiem, nic nie umiem...
Czasami tak bardzo się nienawidzę za branie pewnych rzeczy do siebie...
Czuje się taki beznadziejny i zawadzający...
Staram się o cokolwiek, a i tak zwycięża błahostka...


Miłej nocy!

niedziela, 25 października 2015

Tytuł zatytułowany pod tytułem "Tytulny"

Czeeeść!

Jesień już do nas w swej pięknej okazałości zawitała. Dni już krótkie a wieczory coooraz dłuuuższe.
Co prawda nie pomaga to w nauce, bo ciemno, szaro itd. itp., ale jednak panuje taki magiczny klimat kiedy za oknem mgła, mżawka, zimno a Ty w ciepluchnym pokoju przy książeczkach, poszerzasz obszar swojej wiedzy. 

Kolejny tydzień minął mi bardzo szybko. Dał się we znaki jak mało który, ale pociesza mnie fakt, iż kolejny będzie jeszcze gorszy.... :)
Ale cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko (ulubione słowa mojego nauczyciela od HIS-u)

W ogóle to trochę mnie przerasta to wszystko. W sensie nauka i prawko.
Wykłady już za mną i 11h jazdy również. Nie wiem kiedy, ale mijają one w zawrotnym tempie.
Pocieszające jest to, że z jazdy na jazdę czuję się pewniej i popełniam ciut mniej błędów. Dzięki temu, że jeździłem dużo wcześniej nie mam problemów z ruszaniem i gaśnięciem wówczas auta, ale wykładam się czasami na "skrzyżowaniach o ruchu okrężnym". :D

Teraz czas się uczyć do teoretycznego...
Tylko mały problem jest taki, że doba za krótka...
Ale cóż, nic nie poradzę na to....
Biorę się za testy i  staram nie patrzeć na zegarek.

Miłego dnia!


wtorek, 13 października 2015

"Zdrów na twarzy, lecz w sercu głębokie ma rany"

Fiu fiu, kurz mi tutaj bardziej zalega niż na strychu domu mojego...

Na sam początek, ogłoszenie parafialne...
Tak, przeżyłem ubiegły tydzień z zapałkami w oczach i kofeiną we krwi.

Najpoważniej brzmiącym czynnikiem w tym wszystkim były zapewne dumnie brzmiące "wykłady" na prawo jazdy. ^^
Były naprawdę ciekawe i sporo się z nich dowiedziałem. (biorąc pod uwagę, że przed, stan mojej wiedzy nie był duży)
Dużym minusem, po którym człowiek stawał na głowie była organizacja godzin tychże wykładów.
Kończyły się o ludzkiej porze lecz dodając do tego trochę czekania na komunikację miejską i temperaturę w tym okresie - godzina stawała się nieludzka.
Lecz wszystko zakończyło się jak trzeba i teraz tylko uważać na ludzi i samego siebie podczas jeszcze ciekawiej zapowiadających się jazd. :)

Teraz czas na zmianę klimatu, wchodzimy do świata papierowych dzieł naukowych, w których króluje ulubiony proces biologów - fotosynteza. Można na nią patrzeć również przez pryzmat chemiczny, któremu smaku dodaje rzut pionowy do góry.

Te 3 przedmioty, z mocnym naciskiem na dwa, powodują, że wchodzę z nimi w piękny romans każdego jesiennego dzionka.
W słynnej "bio" kończę powolutku walkę na równym poziomie z komórką i zaczynam wraz z dobrym znajomym, Linneusz go nazywają, przygodę ze systematyką.
W chemii, ubrany w biały fartuszek i ochronne okularki, przemierzam zakątki chemii kwantowej, której tajemnice są z dnia na dzień mi bliższe.
Przedmiotem fizycznym i jego opisem zajmę się kiedy indziej, bo póki co mam głowę w zbliżających się fizykaliach.

Po minionym tygodniu, który skopał mi poślaki jak nikt inny, ten zapowiada się troszeczkę lepiej. Mam tylko nadzieję, że chociaż się wyśpię i dzień będę witał uśmiechem.

Czas na chemię i znaki drogowe.

PS: Tytuł nie ma za wiele wspólnego z moją osobą lecz lekturą, którą właśnie zaczynam omawiać. :)

Si Ja!




Tak tak wiem, że jest to piosenka z reklamówki Polsatu :p